Radlery, lagery, które na osobny wpis nie zasługują ni cholery vol. 4

Warka Radler Jabłko z Gruszką
Pachnie jak jabłkowy soczek. Gruszka mocno schowana.
W smaku słodkie, z wyraźnym jabłkiem. Gruszki za bardzo nie czuć. Nagazowane znacznie, że aż musuje w ustach. Bardziej to przypomina oranżadkę jabłkową niż radlera. Meh.

Zlaty Bazant Radler Citron
Pachnie sztuczną cytryną jak wszystkie koncernowe radlery z tym owocem.
W smaku nie jest słodkie, co już samo w sobie jest dużym plusem. Naturalnie nie oferuje nie wiadomo jakich wrażeń, ale pije się całkiem przyjemnie. O ile pominiemy wysokie wysycenie i potraktujemy to jako soczek. Jeśli to zrobimy to jest to najlepszy radler jaki piłem.
Piłem również wersję grejpfrutową (ale gdzieś zapodziałem fotkę). W tym wypadku aromat jest znacznie mniej intensywny, również nie jest słodko no i smakuje jak gazowany napój.

Fortuna Mirabelka
W aromacie rzeczywiście mirabelka. Taka nie do końca dojrzała ale nie można pomylić z żadnym innym owocem. Piana chwilowa, barwa żółta. W smaku mirabelka. Jest dość słodko ale pojawia się lekki kwasek, który trochę redukuje słodycz.
Jako soczek, o dość oryginalnym smaku, raz na jakiś czas.

Fortuna Rabarbar
Tutaj aromat przypomina tanią oranżadę. Albo płyn do kąpieli. Czy odgadłbym, że to rabarbar? Wątpię. Piana również chwilowa, barwa czerwona. W smaku wygazowana oranżada. Przeraźliwie słodka ze słodowością na drugim planie.
Kanał po kilku łykach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.